Derek zamrugał, zdezorientowany. Potem na jego twarzy zalała się wściekłość. Zerwał się na równe nogi, rzucając słuchawki na kanapę.
„Ty stary, szalony głupcze!” krzyknął, a jego twarz poczerwieniała. „Wiesz, ile to kosztuje? To była walka rankingowa!”
Zbliżył się do mnie, zaciskając pięści i przybierając pozę. Był wyższy ode mnie, cięższy i młodszy. Myślał, że to ma znaczenie.
Zamachnął się – dzikim, leniwym ciosem wymierzonym w moją głowę. Był powolny. Żałosny.
Nawet nie mrugnąłem.
Wkroczyłem w jego gardę. Lewa ręka odbiła się od jego ramienia. Prawa wystrzeliła, chwytając go za gardło jak hydrauliczny zacisk.
Nie ścisnąłem, żeby zabić. Ścisnąłem, żeby kontrolować.
Odepchnąłem go do tyłu. Jego obcasy zaczepiły się o dywan. Cisnąłem nim o płytę gipsowo-kartonową.
ŁUK.
Dom się zatrząsł. Obrazy zadrżały na ścianach.
Oczy Dereka wyszły z orbit. Jego palce u stóp szukały oparcia, unosząc się kilka centymetrów nad ziemią. Drapał moją dłoń, ale to było jak próba otwarcia stalowej pułapki. Złapał oddech, wydając mokry, duszący dźwięk.
Pochyliłem się. Moja twarz była kilka centymetrów od jego. Pozwoliłem mu zobaczyć oczy człowieka, który wpatrywał się w rzeczy o wiele straszniejsze niż podmiejski łobuz.
„Słuchaj uważnie, robaku” – warknąłem, a mój głos brzmiał jak niski grzmot, który wibrował w jego klatce piersiowej. „Obóz szkoleniowy zaczyna się teraz”.
Derek złapał powietrze, kiedy zwolniłem nacisk na tyle, żeby mógł oddychać, ale nie na tyle, żeby mówić.
„Lubisz bawić się w wojnę, chłopcze?” – wyszeptałem. „Lubisz wydawać rozkazy? Dobrze. Bo przez następne dwadzieścia cztery godziny będziesz się uczył, co robi prawdziwy żołnierz”.
Upuściłem go.
Osunął się na podłogę, kaszląc i pocierając gardło. Spojrzał na mnie, a szok walczył z lękiem.
„Ty… ty mnie zaatakowałeś” – wycharczał. „Dzwonię na policję”.
Leave a Comment