„I bo mam dość patrzenia, jak rujnujesz życie, podczas gdy wszyscy się uśmiechają”.
Za nimi silnik SUV-a cicho zawarczał, jakby ostrzegając ich przed upływającym czasem.
Spojrzenie Adriana nagle powędrowało w stronę ulicy.
Po drugiej stronie ulicy, zakapturzona postać przesunęła się pod drzewem i uniosła telefon, celując w nich.
Tętno Eleny przyspieszyło.
„Zatrudnią nas?”
„Tak” – powiedział Adrian.
A w jego szczerości nie było pocieszenia.
„Jeśli powiesz nie, i tak cię rozpoznają”.
„Jeśli pójdziesz ze mną, dostaniesz mury, kamery i ludzi, którzy wezwą policję szybciej, niż zdążysz uciec”.
Gardło Eleny się ścisnęło.
Nienawidziła tego, że wybór nie był tak naprawdę wolny.
Adrian nachylił się trochę bliżej i zniżył głos.
Leave a Comment