„Ktoś kiedyś pomógł mojej matce” – powiedział.
„I wiem, jak to jest, gdy rodzina zamyka drzwi”.
Skinął głową w stronę ścieżki.
„Chodź ze mną.
Dwie minuty.
Tutaj, na otwartej przestrzeni.
Wtedy zdecydujesz”.
Elena poszła z nim, bo zimno przenikało już jej kości, a dziecko kopało, jakby błagało o ciepło.
Adrian trzymał się na dystans, idąc swoim tempem.
„Czy są jakieś komplikacje?” – zapytał.
„Nic” – wyszeptał.
„Tylko stres”.
Zatrzymali się pod latarnią, która wciąż słabo świeciła w porannej mgle.
„Powiem ci teraz prawdę” – powiedział.
„Nie oferuję tylko miejsca do spania.
Oferuję ochronę”.
„Przed kim?”
Adrian zacisnął szczękę.
„Ludzie, którzy atakują kobiety pozbawione wsparcia” – powiedział.
„I rodzinę mojego ojca”.
Elena mrugnęła.
Leave a Comment