Dopóki nie staniesz na nogi”.
Elena wpatrywała się w niego, a jej serce waliło jak młotem.
Życzliwość nieznajomych zawsze kryła w sobie cień.
„W czym haczyk?” – zapytała.
Szczęka Adriana zacisnęła się na pół sekundy.
„Jest” – przyznał cicho.
„Ale nie taki, o jakim myślisz”.
Zanim zdążyła o cokolwiek zapytać, do krawężnika po drugiej stronie ulicy podjechał czarny SUV z przyciemnianymi szybami i pracującym silnikiem – jakby czekał, aż Adrian się zatrzyma.
Elena zaparła dech w piersiach, gdy zobaczyła samochód.
Nie wyglądał jak przypadkowy samochód.
Wyglądał jak pieniądze.
Wyglądał jak ochrona.
Wyglądał jak decyzja już podjęta.
Adrian podążył za jej wzrokiem.
„Są ze mną” – powiedział cicho.
„Nie przyszli, żeby cię skrzywdzić”.
„To nie poprawia mi humoru” – wyszeptała Elena, cofając się.
Adrian uniósł obie ręce.
„To prawda.
Jeśli powiesz „nie”, odejdę.
Ale marzniesz i jesteś w ciąży.
Nie będę udawać, że to „w porządku”.
„Dlaczego mi pomagasz?” – zapytała Elena.
„Ludzie tak nie robią”.
Wyraz twarzy Adriana złagodniał, ale jego ramiona pozostały napięte.
Leave a Comment