Zmiażdżył sobie gardło w zatłoczonym centrum handlowym. Nie zdawał sobie sprawy, że szef mafii już go obserwuje.

Zmiażdżył sobie gardło w zatłoczonym centrum handlowym. Nie zdawał sobie sprawy, że szef mafii już go obserwuje.

Ze stawu dobiegł nieprzyjemny dźwięk. Travis krzyknął, a jego palce rozleciały się.

Camille upadła na kolana, wciągając do płuc ostry, palący strumień powietrza.

„Puść” – powiedział mężczyzna.

Jego głos był głęboki i cichy, ale miał w sobie tyle autorytetu, że cała kolejka zamarła.

Travis zachwiał się, odwrócił i zamachnął wolną pięścią. Nieznajomy wszedł w łuk i uderzył go raz. Czysty cios. Bez pokazania.

Bez szaleństwa. Kość trafiła na kostki z suchym, ostatecznym trzaskiem. Travis upadł na kafelki jak upuszczony worek cementu.

Mężczyzna poprawił rękaw.

Z tłumu wyłonił się kolejny mężczyzna, jakby zawsze tam był. Koreańczyk, szeroki, bez wyrazu, w kolejnym ciemnym garniturze.

Stanął obok pierwszego, niczym zamykająca się żelazna brama. Atmosfera się zmieniła.

Filmujący opuścili telefony. Strach w końcu wdarł się do pomieszczenia i to nie był Travis.

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top