Podczas wędrówki z moim mężem i naszą pięcioletnią córką, mój mąż nagle zatrzymał się i rozejrzał nerwowo dookoła.

Podczas wędrówki z moim mężem i naszą pięcioletnią córką, mój mąż nagle zatrzymał się i rozejrzał nerwowo dookoła.

Dopiero gdy zapadła cisza, wypuścił drżący oddech i wyszeptał: „Dobra… ruszamy”.

„Dokąd?” – wyszeptałem.

Twarz Ethana była blada, a oczy przenikliwe.

„Wracamy tam, skąd przyszliśmy” – powiedział.

„Cisza.

I znajdziemy najbliższą rezydencję strażników albo jakieś miejsce z telefonem stacjonarnym.

Bo cokolwiek to było…”

Przełknął ślinę.

„Właśnie byliśmy świadkami porwania”.

Wyłanialiśmy się z krzaków centymetr po centymetrze.

Ethan trzymał Lily mocno do piersi, obejmując ją jedną ręką, żeby nie uciekła w strachu.

Poszedłem za nim, obserwując drzewa, a każdy trzask gałęzi brzmiał w mojej głowie jak strzał z pistoletu.

W połowie drogi spotkaliśmy dwóch wędrowców idących szlakiem – wesołą, energiczną parę w wiatrówkach, która niczego nie podejrzewała.

Ethan wszedł im w drogę z determinacją i pilnością.

„Nie idźcie dalej” – powiedział spokojnym, ale napiętym głosem.

back to top