Prawdziwi wędrowcy, gdzieś za nimi na szlaku, śmiejący się i nawołujący do siebie.
Uwaga mężczyzny ponownie skupiła się na szlaku.
Zaklął cicho, cofnął się i dał znak swojemu towarzyszowi.
Podnieśli torbę ponownie, tym razem szybciej, a ich spokój zastąpił pośpiech.
Torba
Skrzywił się i wyrwał mu się niski, stłumiony krzyk – cichy, dławiący.
Radioman syknął: „Zamknij się”.
Żołądek ścisnął mi się z bezsilnej wściekłości.
Poszli dalej ścieżką i zniknęli za zakrętem.
Ethan nie poruszył się przez całą minutę po ich zniknięciu.
Słuchał, jakby sam las do niego mówił.
Leave a Comment