Podczas wędrówki z moim mężem i naszą pięcioletnią córką, mój mąż nagle zatrzymał się i rozejrzał nerwowo dookoła.

Podczas wędrówki z moim mężem i naszą pięcioletnią córką, mój mąż nagle zatrzymał się i rozejrzał nerwowo dookoła.

I kilka par.

Cień padł na ścieżkę.

A potem kolejny.

Ethan pochylił się bliżej, jego oddech drżał.

„Patrz… spójrz na to…” wyszeptał.

Wyjrzałem przez szczelinę w liściach.

Na szlaku, jakieś dwadzieścia metrów ode mnie, stało dwóch mężczyzn.

Nie byli ubrani jak wędrowcy – ciemne kurtki, rękawiczki, czapki baseballowe naciągnięte nisko na głowę.

Jeden z nich niósł dużą torbę podróżną, która wydawała się zbyt ciężka, taką, która zsuwa się z ramion.

Drugi mężczyzna zatrzymał się i powoli odwrócił głowę, obserwując las, jakby spodziewał się, że ktoś go obserwuje.

Potem uniósł rękę i przemówił do radia przypiętego do kołnierza.

Wtedy torba podróżna poruszyła się, wydając z wnętrza stłumiony dźwięk – niski, ludzki.

Ścisnął mi się żołądek.

Bo to nie brzmiało jak sprzęt.

back to top