Brzmiało jak dziecko próbujące powstrzymać płacz.
Moje płuca zapomniały, jak działać.
Delikatnie zakryłem dłonią usta Lily, modląc się, żeby nie jęknęła.
Jej drobne ciało zadrżało w moim uścisku.
Wzrok Ethana pozostał na mężczyznach.
Liczył – kroki, odległość, linię wzroku – jak ktoś, kto robił to już wcześniej.
Mężczyźni zatrzymali się przy zakręcie, gdzie drzewa rosły gęściej.
Mężczyzna z radiem znowu cicho przemówił.
Drugi mężczyzna z jękiem postawił torbę na ziemi.
Torba się poruszyła.
Widziałam, jak zamek lekko drgnął, jakby ktoś go pchał od środka.
Ethan nachylił się do mojego ucha.
„Nie ruszaj się” – wyszeptał.
„Jeśli nas usłyszą, zejdą ze szlaku i będą szukać w krzakach”.
„Kim oni są?” – spytałam bezgłośnie.
Zacisnął szczękę.
„Jeszcze nie wiem” – wyszeptał.
Leave a Comment