Marcus wyglądał, jakby ziemia usunęła mu się spod nóg.
„Mamo…?”
Diane odwarknęła.
„Nie patrz tak na mnie. To ja cię wychowałam”.
Ogarnęła mnie zimna jasność.
„Nigdy nie pojechaliby na Hawaje z moimi pieniędzmi” – powiedziałam.
„Pojechaliby z moim dowodem osobistym. Moją kartą kredytową. Moją wypłatą”.
Głos Diane stał się jadowity.
„Gdybyś była lepszą żoną, Marcus nie musiałby…”
„Wystarczy” – powiedział stanowczo zastępca szeryfa Ramirez.
„Proszę panią uspokoić”.
Potem dodał:
„Ten dom prawnie należy do pani Carter. Jeśli cofnie pani pozwolenie, nie ma pani prawa tu przebywać”.
Twarz Marcusa pokryła panika.
Leave a Comment