Krew zamarła mi w żyłach.

Inny głos odpowiedział zirytowany:

„Nie, to właściwy adres.

Po prostu nie chcą otworzyć drzwi”.

Więc to była pułapka.

Przynęta.

Ryan podjechał bliżej ogrodzenia.

„Idź dalej” – wyszeptał.

Potem usłyszałem głośny trzask drzwi samochodu przy wejściu.

I kroki.

Dochodziły z boku domu.

W stronę podwórka.

Ryan i ja zamarliśmy za szopą, w małym zacienionym miejscu, gdzie ogrodzenie styka się z murem.

Ledwo mogłem oddychać.

Mężczyzna wyszedł zza rogu.

Nie miał na sobie maski.

back to top