Szczęka Ryana się zacisnęła.

„Jeśli tak, zobaczymy go na zewnątrz. Z bezpiecznego kąta.

Ale jeśli to nie on…”

Przełknął ślinę.

„W takim razie otwarcie drzwi może być największym błędem w naszym życiu”.

Dzwonek zadzwonił ponownie – tym razem dłużej, wciśnięty i przytrzymany.

Potem głos stał się nieco głębszy i na chwilę stracił swój dziecinny ton.

„Szybko”.

A to słowo – zbyt dorosłe, zbyt władcze – zmroziło mi krew w żyłach.

Ryan poprowadził mnie do kuchni i wskazał na tylne drzwi, lustrując kąty wzrokiem, jakby niebezpieczeństwo przesączało się przez ściany.

„Zadzwoń do szkoły Eliego” – wyszeptała.

„Teraz. Zapytaj go, czy już poszedł”.

Ręce trzęsły mi się tak bardzo, że o mało nie upuściłam telefonu.

Wybrałam stały numer z sekretariatu i włączyłam głośnik.

Zadzwonił.

Raz.

Dwa razy.

Dzwonek na zewnątrz ucichł.

Cisza.

Potem rozległo się ciche pukanie.

back to top