Nie słyszałam szurania stóp za drzwiami.
Nie było zamka.
Nie skrzypiał pasek plecaka.
Po prostu… cisza.
„Mamo” – powtórzył głos i teraz go usłyszałam – było w nim dziwne napięcie, jakby głośnik forsował ton.
„Proszę. Zimno na dworze”.
Zimno na dworze?
Słońce świeciło.
Było ciepło.
Późna wiosna.
Poczułam mrowienie na skórze.
Ryan nie czekał, aż strach go dopadnie.
Poprowadził mnie korytarzem, poruszając się cicho, ale szybko.
„Buty. Telefon. Teraz” – wyszeptał.
Serce waliło mi jak młotem.
„Ryan, czekaj – a co jeśli to naprawdę on?”
Leave a Comment