Nie patrzył na mnie; wpatrywał się w drzwi, jakby rażony prądem.
„Nie zauważyłaś?” wyszeptał drżącym głosem.
„Jego głos brzmi inaczej”.
Ścisnęło mnie w żołądku.
Słuchałam.
„Mamo” – zawołał głos ponownie, tym razem głośniej.
„Otwórz. Zapomniałem klucza”.
To było jak u Eliego.
Prawie zawsze.
Ale było w tym coś dziwnego – zbyt płaskiego, zbyt ostrożnego, jakby ktoś powtarzał zdanie.
Eli nigdy nie mówił: „Zapomniałem klucza”.
Krzyczał: „Jestem głodny!” albo „Zgadnij, co się stało!”.
Był niecierpliwy, niechlujny, po prostu sobą.
Ryan nachylił się do mnie, jego ciepły oddech tuż przy moim uchu.
„Eli zawsze puka dwa razy po dzwonku” – mruknął.
„Zawsze. I nigdy się nie zatrzymuje. On podskakuje”.
Wstrzymałam oddech.
Leave a Comment