Skończyło się. Chodźmy.
***
Usiadłem na niskim kamiennym murku na zewnątrz, Buddy zwinął się w kłębek w krzakach niedaleko. Jeden z chłopaków z oddziału – pierwszy, który rzucił kiełbasę i rzucił tłuczone ziemniaki – dołączył do mnie, oferując paczkę papierosów. Spojrzałem na niego, chcąc powiedzieć, że nie palę, ale po prostu wzruszyłem ramionami, wziąłem jednego i zapaliłem.
Anne usiadła obok mnie, z czerwonymi oczami i opuchniętym nosem.
Anne, dziś wychodzę.
Dlaczego?
Zaczęłam tu za karę. Potem chciałam udowodnić tacie, że potrafię. Miał mi przekazać interes. Ale nie o to chodzi. Nie mogę już tego robić. Pójdę do domu. Powiedz mu prosto w oczy, że jego syn jest do niczego. Przepraszam, Anne.
Wyszłam. Złożyłam wypowiedzenie, spakowałam torbę. Anne patrzyła przez okno, jak podjechałam mercedesem pod wejście, wysiadłam i skierowałam się w stronę krzaków. Cicho porozmawiałam z Buddym, po czym podeszłam do samochodu i oparłam się o niego, żeby poczekać. Pięć minut później Buddy podszedł, patrzył mi prosto w oczy przez długi czas, a potem wskoczył do samochodu.
Anne znowu płakała.
Nie jesteś do niczego! Jesteś najlepsza!
Leave a Comment