Tego ranka oddech Michaiła Siergiejewicza stał się gorszy: „Nikita, nie potrzebuję niczego — już nic…

Tego ranka oddech Michaiła Siergiejewicza stał się gorszy: „Nikita, nie potrzebuję niczego — już nic…

Pobiegłem szpitalnym korytarzem, Koleś tuż obok. Anne otworzyła drzwi na oddział. Jakby coś wyczuł, pies skoczył naprzód, podskakując przy łóżku Michaela, stojąc z łapami na krawędzi. W pokoju panowała grobowa cisza. Michael otworzył oczy i próbował unieść rękę, ale powstrzymywały go przewody. Drugą ręką po prostu wyrwał kroplówki.

Koleś! Przyszedłeś!

Pies położył głowę na piersi Michaela. Michael delikatnie pogłaskał Buddy’ego raz, drugi, a potem uśmiechnął się – uśmiech, który zamarł mu na ustach. Jego ręka zniknęła. Ktoś wyszeptał:

Psy płaczą.

Podszedłem do łóżka. Buddy naprawdę płakał.

back to top