Pobiegłem szpitalnym korytarzem, Koleś tuż obok. Anne otworzyła drzwi na oddział. Jakby coś wyczuł, pies skoczył naprzód, podskakując przy łóżku Michaela, stojąc z łapami na krawędzi. W pokoju panowała grobowa cisza. Michael otworzył oczy i próbował unieść rękę, ale powstrzymywały go przewody. Drugą ręką po prostu wyrwał kroplówki.
Koleś! Przyszedłeś!
Pies położył głowę na piersi Michaela. Michael delikatnie pogłaskał Buddy’ego raz, drugi, a potem uśmiechnął się – uśmiech, który zamarł mu na ustach. Jego ręka zniknęła. Ktoś wyszeptał:
Psy płaczą.
Podszedłem do łóżka. Buddy naprawdę płakał.
Leave a Comment