Pochylił się tak nisko, że przez szparę między boksem a drzwiami widziałam rondo jego kapelusza.
Gdyby się pochylił, jego oczy byłyby prawie na naszym poziomie.
„Evan” – powiedział cicho, a krew prawie mi zamarła.
„Nie musisz się bać.
Twoi rodzice muszą tylko coś zrozumieć”.
Znał imię mojego syna.
Drobne ciało Evana zaczęło drżeć.
Łzy cicho spływały mu po twarzy.
Eee…
Przytuliłam go mocno, przyciskając jego twarz do mojego ramienia, a całe moje ciało chciało krzyczeć.
Westchnął – teraz już zirytowany.
„Dobrze” – mruknął.
„Poczekam na zewnątrz”.
Jego buty poruszały się powoli, bez pośpiechu.
Jakby wiedział, że nie możemy zostać w tej kabinie na zawsze.
Sekundę później usłyszałam, jak drzwi łazienki otwierają się i zamykają.
Wzięłam drżący oddech i zdałam sobie sprawę, że moje dłonie mocno ściskają ramiona Evana.
„Miles idzie” – wyszeptałam, całując go we włosy.
„Zostań ze mną”.
Leave a Comment