Pragnęłam dziecka z pierwotną, duszącą desperacją. To była jedyna resztka łagodnego życia, jakie sobie pierwotnie wyobrażałam. Po dwóch latach negatywnych wyników badań udaliśmy się do specjalisty. Poczekalnie były czyśćcem sterylnego, białego światła, zaludnionym przez pary o identycznych twarzach pełnych kruchego optymizmu. Siedziałam tam, wbijając palce w skórzaną torebkę, podczas gdy Lucas bezmyślnie przeglądał media społecznościowe, głośno wypuszczając powietrze, by zasygnalizować swoje głębokie znudzenie.
Biologiczne obciążenie mojego ciała było katastrofalne. Codzienne zastrzyki hormonalne wywoływały gwałtowne, mroczne wahania nastroju; inwazyjne zabiegi sprawiły, że czułam się jak okaz medyczny, a nie człowiek.
Pewnego ranka moje ręce drżały tak mocno, że nie mogłam ustabilizować strzykawki, żeby wstrzyknąć sobie w udo. Ogarnęła mnie fala paniki. „Lucas!” zawołałam w stronę sypialni. „Proszę, potrzebuję pomocy z tym”.
Pojawił się w drzwiach łazienki, rzucił okiem na pięciocentymetrową igłę i cofnął się, wykrzywiając twarz z obrzydzeniem. „Och, Jezu, Rach. Nie mogę na to patrzeć. Igły mnie przerażają. Masz to, prawda?” Obrócił się na pięcie i odszedł, zostawiając mnie skuloną na zimnych płytkach, cicho płaczącą w wilgotny ręcznik.
Ostateczne złamanie nastąpiło po południu, kiedy nasz główny endokrynolog posadził nas po naszej drugiej katastrofalnej porażce in vitro. Używał łagodnego, wymuszonego słownictwa, by opisać moją poważnie zmniejszoną rezerwę jajnikową. Przedstawił nasze ponure opcje: trzeci, fenomenalnie kosztowny i fizycznie wyczerpujący cykl, albo pogodzenie się z porażką.
Siedziałam zamrożona w skórzanym fotelu, ściany kliniki napierały na mnie, czując, jakby podłoga po prostu się rozpuściła. Byłam wydrążoną skorupą. Odwróciłam się do męża, błagając go w duchu, by wyciągnął rękę ponad przepaść, chwycił mnie za rękę i zakotwiczył.
Zamiast tego, podczas boleśnie cichej jazdy powrotnej do naszego mieszkania, Lucas wpatrywał się w okno od strony pasażera. „Wiesz” – mruknął, a jego głos był całkowicie pozbawiony emocjonalnej modulacji – „może wszechświat wysyła nam sygnał. To po prostu niewiarygodna ilość stresu, Rach. A te leki… sprawiają, że jesteś niesamowicie trudna w towarzystwie. Może powinniśmy po prostu odłączyć aparat. Jeśli to się stanie naturalnie, to się stanie”.
Leave a Comment