Serce mi zamarło.
„Ma złamaną rękę”.
„To nie pozwól mu stanąć mi na drodze” – wzruszył ramionami.
Marcus głośno się roześmiał.
„To mój syn”.
Potem Marcus wstał i podszedł do mnie.
„Patrz” – powiedział, wyciągając książeczkę czekową. „Pięć tysięcy dolarów. Weź je i zabierz córkę gdzie indziej”.
Uśmiechnął się okrutnie.
„Jaka matka, taka córka. Obie są nieudacznikami”.
Nie wzięłam czeku.
„Myślisz, że chodzi o pieniądze?”
Uśmiechnął się z samozadowoleniem.
„Chodzi tylko o pieniądze”.
Nagle Dylan zrobił krok naprzód i mnie popchnął.
„Odejdź” – powiedział. „To szkoła mojego ojca”.
W sali zapadła cisza.
Spojrzałem chłopakowi spokojnie w oczy.
„Właśnie popełniłeś wielki błąd”.
—
### Rozdział 3: Nagranie
Wyjąłem telefon.
Marcus przewrócił oczami.
Leave a Comment