Jej głos nieco złagodniał.
„Odłamki po prostu wbiły się głębiej, niż się spodziewałeś”.
Pięć lat później
Pięć lat później Charlotte Hayes spacerowała po cichym parku ze swoim małym synkiem, Noahem, który radośnie biegł przed nią, puszczając jasnoniebieski latawiec pod czystym, jesiennym niebem.
Po drugiej stronie ścieżki pracownik utrzymania porządku zamiatał opadłe liście w schludne stosiki.
Julian Mercer zatrzymał się na chwilę, rozpoznając ich.
Spuścił wzrok i kontynuował pracę.
Charlotte zauważyła ruch, ale postanowiła nie oglądać się za siebie.
Zamiast tego wzięła Noaha na ręce.
„Leć wyżej” – powiedział łagodnie. „Ale pamiętaj, żeby twardo stąpać po ziemi, nieważne jak wysoko się znajdziesz”.
Smok wzbijał się coraz wyżej w niebo.
A Charlotte w końcu poczuła ten cichy spokój, który pojawia się, gdy przeszłość przestaje dominować nad przyszłością.
Leave a Comment