Jego głos drżał z gniewu. Spokojnie sięgnąłem do kieszeni fartucha, wyciągnąłem rachunki i położyłem je obok garnka.
„Rachunki za media za ostatnie trzy miesiące” – powiedziałem cicho. „Wszystkie na moje nazwisko, zapłaciłem je wszystkie”.
Szef wziął czek, spojrzał na niego, a potem powoli podniósł wzrok na Gergő.
„Gergő… serio? Naprawdę trzymałeś żonę na diecie, a sam się żywiłeś?”
Gergő otworzył usta, ale nie wydobył z siebie żadnego dźwięku. W jego oczach najpierw malowała się złość, potem panika, a w końcu rozpoznanie: obraz, jaki sobie wykreował, rozpadł się na oczach wszystkich.
„Kłamie! Wydaje te pieniądze na mojego syna! Czego się spodziewasz, ja mam za wszystko płacić…?”
„Gergő, dobra robota”.
„B, jeśli posłuchasz” – powiedział szef. „Naprawdę lepiej teraz być cicho”.
Zdjąłem pęk kluczy z komody i położyłem je na stole. Metal zadźwięczał głośno o drewnianą powierzchnię.
Odwróciłem się i wyszedłem na korytarz, gdzie moja walizka czekała gotowa od rana.
Spakowałem tylko kilka ubrań, dokumenty i trochę zaoszczędzonych pieniędzy.
„Nora, zaczekaj! Dokąd idziesz?!” krzyknął Gergő.
Leave a Comment