„I tak wysyłasz synowi połowę pensji, a ja muszę was oboje utrzymywać?” – powiedział Gergő z wyrzutem, po czym głośno zatrzasnął drzwi. Ten upokarzający egoizm nie mógł już dłużej pozostać bez słów.

„I tak wysyłasz synowi połowę pensji, a ja muszę was oboje utrzymywać?” – powiedział Gergő z wyrzutem, po czym głośno zatrzasnął drzwi. Ten upokarzający egoizm nie mógł już dłużej pozostać bez słów.

„Krząta się w kuchni!” – odparł dumnie Gergő. – Ta kobieta jest warta swojej wagi w złocie, wszystko robi sama! Nakrywa do stołu tak, że aż niewiarygodnie!

Stałem w kuchni i słuchałem. „Jest warta swojej wagi w złocie”. „Nakrywa do stołu”. Ścisnął mi się żołądek.

Chwyciłem największy garnek i zaciągnąłem go do salonu. Postawiłem go przed Gergő, na środku stołu.

Rozmowa ucichła. Gergő spojrzał najpierw na garnek, potem na mnie. Pod pokrywką był rozgotowany, szary i najtańszy makaron.

W milczeniu położyłem obok torebkę soli.

„Nóra… co to jest?” – zapytał zdezorientowany, a jego głos się załamał.

„Tyle to kosztuje” – odpowiedziałem spokojnie. „Jem osobno od trzech miesięcy. Z własnej pensji. Pracuję jako kasjer, moja pensja idzie na media i utrzymanie syna.

Kiedy to jadłem – wskazałem na garnek – ty jadłeś na kolację wędzone żeberka i drogie ryby.

Mówiłeś, że to „zdrowa, oszczędna dieta”.

W kuchni zapadła lodowata cisza; nawet kapanie z kranu wydawało się głośne.

Szef powoli odłożył widelec, jakby stracił apetyt.

Ktoś z gości odsunął krzesło, instynktownie zachowując dystans.

„Nora, dokończ!” – warknął Gergő, a jego twarz zrobiła się sina. „O czym ty mówisz?!”.

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top