„I tak wysyłasz synowi połowę pensji, a ja muszę was oboje utrzymywać?” – powiedział Gergő z wyrzutem, po czym głośno zatrzasnął drzwi. Ten upokarzający egoizm nie mógł już dłużej pozostać bez słów.

„I tak wysyłasz synowi połowę pensji, a ja muszę was oboje utrzymywać?” – powiedział Gergő z wyrzutem, po czym głośno zatrzasnął drzwi. Ten upokarzający egoizm nie mógł już dłużej pozostać bez słów.

Jego głos stawał się coraz ostrzejszy.

„Z własnych pieniędzy. Po co to tłumaczyć? Przecież ty rządzisz domem, prawda?” A może chcesz, żebym się poparzyła na oczach przyjaciół?

Mop był zimny i wilgotny w mojej dłoni. Przesuwałam nim po stole raz po raz, mimo że od dawna nie było na nim ani okruszka.

„Dobrze, Greg” – powiedziałam cicho. „Nakryję do stołu”.

Mruczał zadowolony, jakby załatwił jakąś drobną sprawę, po czym wyszedł z kuchni.

Stałam bez ruchu. Wpatrywałam się w mopa w mojej dłoni i poczułam, jak coś w nim pęka.

Nie głośno, nie spektakularnie – raczej jak naciągnięta nić, która w końcu bezszelestnie pęka.

W ranek swoich pięćdziesiątych urodzin spieszył się już przed lustrem: poprawiał kołnierzyk koszuli, wygładzał włosy, a potem obficie spryskiwał się wodą kolońską.

Pierwsi goście przybyli około szóstej. Mężczyźni z garażu z butelkami, głośno się śmiejąc; koledzy z pracy ściskali sobie dłonie i klepali się po plecach.

Gergő promieniał z dumy, całkowicie ożywiony uwagą.

„Gdzie jest gospodyni?” – zapytał szef, krępy, krótkowłosy mężczyzna.

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top