Asystenci pospiesznie opuścili pomieszczenie.
Ja też powinienem był wyjść.
Zamiast tego, drżącymi rękami, skupiłem się na dokumentach wysyłkowych.
„Potrzebuję tylko podpisu do monitora” – powiedziałem, nienawidząc tego, jak cienko brzmiał mój głos.
Nie wziął teczki.
„Twoje imię.”
Spojrzałam mu prosto w oczy.
„Dałaś mi to dwa lata temu.
A przynajmniej tak mi się wydaje”.
Coś przemknęło mu przez twarz.
„Clara?”
A więc to było prawdziwe.
A przynajmniej na tyle prawdziwe, żeby zapamiętał.
„Tak” – powiedziałam.
„Clara Bennett”.
Wypuścił powoli powietrze, jakby pokój zapadł się pod nim.
„Jestem Adrian Cole”.
Zaśmiałam się raz, ostro i bez humoru.
„Dobrze wiedzieć, że to nie było udawane”.
Leave a Comment