„Wow, to niegrzeczne” – mruknął.
Uniosłem brwi.
„Słucham?”
Drzwi otworzyły się na ciche, kierownicze biuro z matowymi szklanymi drzwiami i ciemnymi drewnianymi ścianami.
Zanim zdążyłem ich zatrzymać, Noah i Nathan biegli, a ich buty skrzypiały na wypolerowanej podłodze.
„Chłopaki, zwolnijcie!”
Kilku asystentów podniosło wzrok znad biurek.
Jeden z nich zamarł.
Nathan dotarł pierwszy do największego biura.
Drzwi były częściowo uchylone.
Zanim zdążyłem go dogonić, Noah wdrapał się na ogromne orzechowe biurko, uśmiechając się, jakby odkrył piracki statek.
A potem portier za mną wybuchnął głośnym śmiechem, który poniósł się echem po korytarzu.
„To żywa kopia szefa!”
W pomieszczeniu zapadła cisza.
Mężczyzna przy oknie odwrócił się.
Od razu rozpoznałem jego twarz.
Leave a Comment