„Samolot ucichł na wysokości 30 000 stóp — dopóki 11-letnia dziewczynka nie zajęła miejsca pilota”

„Samolot ucichł na wysokości 30 000 stóp — dopóki 11-letnia dziewczynka nie zajęła miejsca pilota”

Przez kilka minut numer 1 zdawał sobie sprawę, że piloci są nieprzytomni. Stewardesy, nie mogąc skontaktować się z kokpitem przez interkom, założyły, że piloci są zajęci rozwiązywaniem problemów z komunikacją. Pasażerowie kontynuowali swoje czynności, ledwie zdając sobie sprawę, że dzieje się coś nietypowego.

Mia Chin jednak składała elementy układanki w całość, których dorośli wokół niej nie dostrzegali. Jej szkolenie nauczyło ją odczytywać subtelne sygnały alarmowe w lotnictwie: migotanie świateł, awarię interkomu, sposób, w jaki stewardesy zbierały się teraz na przedzie samolotu, rozmawiając szeptem. Co najbardziej wymowne, samolot leciał zbyt prosto, zbyt poziomo, bez żadnych korekt ani zmian w torze lotu przez ponad 10 minut.

Wiedziała, co to oznacza.

Autopilot bez nadzoru człowieka.

Starsza stewardesa, kobieta o imieniu Patricia, próbowała wpisać kod dostępu do kokpitu. Wpisała go już dwa razy, ale bez rezultatu. Protokół wymagał od pilotów otwarcia drzwi od środka w ciągu 30 sekund. Minęły prawie 2 minuty.

„Musimy skorzystać z dostępu awaryjnego” – powiedziała Patricia cicho do kolegi, nie chcąc alarmować pasażerów.

„Ale co, jeśli po prostu coś im dolega?”

„Już by zareagowali”.

Patricia wyciągnęła kluczyk awaryjnego otwierania drzwi kokpitu i otworzyła je. To, co zobaczyła, zmroziło jej krew w żyłach. Obaj piloci leżeli nieprzytomni, zgarbieni na fotelach. Głowa kapitana Morrisona opadła mu na klatkę piersiową. Pierwszy oficer Tran przechyliła się na bok, a jej słuchawki były przekrzywione. Instrumenty wciąż działały, autopilot był włączony, ale ludzie, którzy powinni pilotować samolot, byli nieprzytomni.

Patricia natychmiast chwyciła maski tlenowe w kokpicie i nałożyła je na twarze pilotów, mając nadzieję, że czysty tlen ich ocuci. Sprawdziła puls. Oboje mieli tętno. Żyli, ale byli całkowicie nieprzytomni.

Musiała coś ogłosić, powiedzieć pasażerom, dowiedzieć się, czy ktoś na pokładzie może latać. Ale interkom nie działał. Musiała przejść się po kabinie i zapytać bezpośrednio.

Kiedy Patricia wyszła z kokpitu, blada na twarzy i drżącymi rękami, Mia natychmiast zrozumiała, co się stało. Widziała ten wyraz twarzy na niezliczonych odprawach symulacyjnych ojca, kiedy przedstawiał najgorsze scenariusze.

„Panie i panowie” – powiedziała Patricia głośno, a jej głos niósł się po kabinie. „Proszę o uwagę. Mamy awarię techniczną. Obaj nasi piloci chwilowo nie mogą pilotować samolotu. Czy ktoś na pokładzie jest pilotem?”

Pytanie uderzyło w kabinę jak grom z jasnego nieba.

back to top