Ta odpowiedź zawstydziła mnie, ale Elaine nie pozwoliła mi się nad nią rozwodzić.
„To przestań się obwiniać za to, że dałam się oszukać utalentowanemu kłamcy”.
Nie wiedziałam, jak bardzo potrzebowałam, żeby ktoś to powiedział.
Około dziewiątej Greene wrócił z kolejną aktualizacją. Połączenie od Dereka od razu trafiło na pocztę głosową, ale mój samochód pojawił się już na bramce w drodze na południe.
Miami nagle wydało mi się mniej romantyczne, a bardziej logistyczne.
Imię ukochanej pojawiło się niemal przypadkiem.
Elaine zapytała, czy wiem, o kim mówi „ta, którą kocham”, odnosząc się do listu Dereka z jawną pogardą.
Odpowiedziałam, że prawdopodobnie chodzi o Vanessę Cole, kobietę, którą znała z podwykonawstwa i którą dwa miesiące wcześniej opisała jako „konsultantkę marketingową bez granic”.
Zapamiętałam to zdanie, bo mężczyźni często oskarżają kochanków o „problemy z granicami”, żeby ukryć swój entuzjazm.
Elaine robiła notatki. „A czy Vanessa wie, że Derek zostawił jej prawie dwieście tysięcy dolarów?”
Spojrzałam na nią i o mało się nie uśmiechnęłam wbrew sobie.
„Jeszcze nie”.
Około dziesiątej Derek zaczął dzwonić.
Nie ja pierwsza. Ze stacjonarnego.
To było typowe. Wolał stare kanały, kiedy chciał mieć kontrolę.
Telefon bezprzewodowy na ladzie rozświetlił się numerem i we trójkę patrzyłyśmy, jak dzwoni. Elaine uniosła brew.
„Odbierz” – powiedziała. „Przez głośnik”.
Odebrałam.
Jej głos był zdyszany i gniewny. „Rachel, co robiłaś?”
Ciekawy wybór na początek.
„Idę do domu” – powiedziałam.
„Gdzie jest torba?”
Powoli odchyliłam się na barowym stołku. „Jaka torba?”
Leave a Comment