„Nie” – odpowiedziałem szczerze. „Wiedziałem, że zachowuje się dziwnie. Ale nie wiedziałem, że zniknie”.
To zdanie zdawało się wprowadzać porządek w pokoju. To, co było sceną nieudanego małżeństwa, zaczęło przeradzać się w nadużycia finansowe, potencjalną kradzież, a może nawet coś gorszego.
Greene zapytał, czy mam prawnika. Jeszcze nie, ale wiedziałam dokładnie, do kogo zadzwonić.
Elaine Porter zajmowała się majątkiem mojego ojca sześć lat wcześniej i należała do tych prawników, którzy potrafili uspokajać, nie brzmiąc przy tym miękko.
Do 19:15, po wysłuchaniu raportu i obejrzeniu zdjęć notatki, torby i otwartej szuflady, powiedziała trzy rzeczy.
Po pierwsze, miałam się nie ruszać, nie wydawać, nie ukrywać ani nie rozdawać ani jednego dolara z tej torby.
Po drugie, miałam natychmiast wymienić wszystkie zamki i kody bezpieczeństwa. Po trzecie, Derek popełnił ogromny błąd.
Siedziałam przy kuchennej wyspie z telefonem włączonym na głośnik, podczas gdy ślusarze wymieniali zamki w drzwiach, a policja robiła zdjęcia pustych miejsc na ścianach.
Dom wyglądał na zniszczony, ale jakoś czyściejszy niż od miesięcy.
Pogarda Dereka nie była już niewidoczna i psychologiczna. Stała się widoczna. Dająca się zinwentaryzować. Udokumentować.
Elaine pojawiła się krótko po ósmej, w granatowym garniturze i na niskich obcasach, ze skórzaną torbą i z umiarkowaną niecierpliwością, jaką niektórzy prawnicy żywią do mężczyzn, którzy uważają małżeństwo za przykrywkę.
Przeczytała notatkę, przejrzała wstępny spis inwentarza i zadała szczegółowe pytania, które trzymały mnie w napięciu.
„Kiedy sprzedali mieszkanie na wynajem?”
„Siedem miesięcy temu”.
„Za ile?”
„Dwieście dziesięć tysięcy dolarów po odliczeniu kosztów i podatków”.
„Gdzie podziały się te pieniądze?”
„Najpierw trafiły na wspólne konto. Potem Derek nalegał na duże wypłaty gotówki, bo twierdził, że „restrukturyzuje”.
Elaine zacisnęła usta. „Czy autoryzowałeś te wypłaty?”
„Niektóre. Nie wszystkie. Nie zwracałam na niego wystarczającej uwagi, bo za każdym razem, gdy pytałam, zachowywał się, jakbym była zbyt zdenerwowana, żeby zrozumieć”.
Leave a Comment