Żołądek podskoczył mi do gardła, a pokój zdawał się zamykać przede mną. Moje palce zawisły nad ekranem, a wiadomość jarzyła się przede mną jak groźba, której nie mogłem uniknąć. Słowa zdawały się pulsować, drwiąc ze mnie. Derek. To musiał być on.
Wpatrywałam się w telefon, a serce waliło mi w piersi. Wiedziałam, że powinnam zadzwonić na policję i zgłosić SMS-a, ale ogarnął mnie zimny strach. Co jeśli to dopiero początek? Co jeśli on mnie obserwuje, czekając na odpowiedni moment, by zaatakować?
Czułam, jak ściany domu napierają na mnie, dusząc mnie ciężarem wszystkiego, co się wydarzyło, wszystkiego, co wciąż się działo. Pomyślałam, żeby wyjść na zewnątrz i sprawdzić, czy policja coś zauważyła, czy znaleźli jakieś nowe dowody, ale wiedziałam, że to nic nie zmieni. Derek zawsze był o krok przed nami i czułam, że dystans między nami powiększa się z każdą sekundą.
Następnie dostałam kolejną wiadomość, tym razem bardziej bezpośrednią:
Nie powinnaś mnie denerwować, Audrey. Nie wiesz, do czego jestem zdolna.
Czułam, jak zapiera mi dech w piersiach. Ręka mi drżała, gdy pisałam odpowiedź:
Czego chcesz, Derek?
Odpowiedź nadeszła niemal natychmiast:
Chcę, żebyś odeszła, Audrey. Odejdź z Sadie i nigdy nie wracaj. Jeśli tego nie zrobisz, będzie o wiele gorzej.
Wpatrywałam się w wiadomość, a moje myśli wirowały. Odejść? Gdzie? Kazał mi uciekać, zniknąć – zniknąć w nocy i nigdy nie wracać. To nie była prośba o pojednanie. To było żądanie, ultimatum. A za tym wszystkim słyszałam słabe, zimne echo człowieka, który nie miał już nic do stracenia.
Ciężar tego uczucia zapadł mi w pierś jak kamień. Co on tak naprawdę planował? Czy zamierzał mnie skrzywdzić? Skrzywdzić Sadie? Nie wiedziałam. Ale jedno wiedziałam na pewno: nie mogłam mu już ufać. Nie w kwestii mojego życia. Nie w kwestii Sadie.
Leave a Comment