Zawahała się, po czym skinęła głową. „James”.
Imię wydawało się naturalne, jakby czekało na wypowiedzenie.
W oczekiwaniu na jedzenie rozmowa toczyła się powoli, a potem coraz swobodniej. Sophia opowiedziała mu o Ryanie, o wiadomościach, które sprawiły, że poczuła się wyjątkowa, o nadziei, która rosła, a potem zgasła.
„Powiedział, że nie jestem tym, czego szukał” – powiedziała cicho. „Chyba zobaczył mój profil i uznał, że nie jestem wystarczająco dobra. Niewystarczająco wykształcona. Niewystarczająco odnosząca sukcesy. Po prostu niewystarczająca”.
James poczuł narastający gniew.
„Jego strata jest nieoceniona” – powiedział. „I szczerze mówiąc, jestem mu wdzięczny”.
Sophia spojrzała na niego zaskoczona. „Wdzięczna?”
„Bo gdyby się pojawił, nie siedziałabym tu z tobą. Nie otworzyłabym w końcu oczu na to, co było przede mną przez cały ten czas”.
Rozmowa potoczyła się naturalnie. Sophia opowiedziała o swoim dzieciństwie w San Diego, o matce, która pracowała jako sprzątaczka, o młodszym bracie studiującym inżynierię za pieniądze, które wysyłała do domu.
„Moim marzeniem” – powiedziała cicho – „jest posiadanie kiedyś małej piekarni. Nic specjalnego. Po prostu miejsca, w którym ludzie czują się mile widziani”.
James słuchał, zdając sobie sprawę, jak mało wiedział o kobiecie, która mieszkała w jego domu od lat.
Leave a Comment