Minęła godzina 20:00.
Sprawdzała telefon raz po raz, mając nadzieję na wiadomość wyjaśniającą opóźnienie. Kelner dwukrotnie wracał, żeby zapytać, czy chce coś zamówić, i za każdym razem odpowiadała, że nadal czeka.
O 8:30 prawda zaczęła do niej docierać.
Ryan nie przychodził.
Ścisnęło ją w gardle. Poczuła pieczenie w oczach. Głupotą było wierzyć, że ktoś ją wybierze. Głupotą było myśleć, że pasuje do takiego miejsca.
O 8:45 zawibrował jej telefon.
Drżącymi rękami otworzyła wiadomość.
Przepraszam, ale nie sądzę, żeby to się udało. Nie jesteś tym, kogo szukam. Powodzenia.
Słowa uderzyły ją jak cios. Sophia wpatrywała się w ekran, a łzy spływały jej po policzkach. Została odprawiona, zanim jeszcze dano jej szansę.
Po drugiej stronie restauracji, w cichym kącie, siedział sam James Whitfield.
Jego służbowa kolacja została odwołana w ostatniej chwili i postanowił zostać na cichym posiłku, przeglądając umowy. Nie planował zwracać uwagi na nic poza pracą, ale coś przykuło jego uwagę.
Znajoma postać w nieznanym otoczeniu.
Na początku jej nie rozpoznał. Kobieta w oknie wyglądała elegancko i spokojnie, zupełnie inaczej niż cicha gospodyni, która poruszała się po jego domu w prostych, roboczych ubraniach. Ale gdy przyjrzał się bliżej, rozpoznał ją.
To była Sophia.
Po raz pierwszy ją zobaczył.
Opadające ciemne włosy, wdzięk w jej postawie, emocje w jej oczach. Jak mógł wcześniej tego nie zauważyć? Przez cztery lata była częścią jego codziennego życia, a on nigdy tak naprawdę na nią nie spojrzał.
Wtedy zobaczył, jak zmienia się jej wyraz twarzy.
Widział, jak nadzieja gaśnie, pojawia się rozczarowanie, a w chwili, gdy nadeszła wiadomość, następuje spustoszenie.
Coś gwałtownie ścisnęło go w piersi.
Zanim zdał sobie sprawę, co robi, już stał.
Przeszedł przez restaurację w kierunku jej stolika, wiedziony instynktem, którego nie potrafił nazwać. Zanim do niej dotarł, Sophia zbierała już torebkę, szykując się do wyjścia.
Uniosła wzrok, zaskoczona, z oczami wciąż błyszczącymi od niespełnionych łez.
Leave a Comment