Chuks westchnął. „Wiem. To najtrudniejsza część.”
„O jakiej kwocie mówimy?”
Chuks wymienił kwotę. Twarz Oeny powoli zrzedła. To było więcej pieniędzy, niż kiedykolwiek zaoszczędził w życiu.
„To niemożliwe” – powiedziała cicho Oena.
„Nie poddawaj się jeszcze” – odpowiedział Chuks. „Jeśli uda ci się zebrać pieniądze, zagwarantuję ci pracę”.
Po zakończeniu rozmowy Oena siedziała w milczeniu. Chidinma w końcu zadała pytanie.
„Co się stało?”
Oena spojrzała na nią. „Jest dla mnie oferta pracy w Ameryce”.
Jej oczy się rozszerzyły. „Ameryka? To niesamowite”.
Oena powoli pokręcił głową. „Nie, nie jest”.
„Dlaczego?”
„Bo nas na to nie stać”.
Poinformował ją o potrzebnej kwocie. Wyraz twarzy Chidinmy pozostał spokojny, ale w jej umyśle coś już się zaczęło dziać.
Tego popołudnia Chidinma poszła na targ. Słońce prażyło, a w powietrzu unosił się zwyczajny chaos targu Balogun. Ale dziś patrzyła na targ inaczej – nie jak na miejsce rutyny, ale jak na pole bitwy.
Jeśli Oena miała jechać do Ameryki, pieniądze musiały się skądś wziąć. I już wiedziała skąd.
Przy swoim stoisku zaczęła pracować ciężej niż kiedykolwiek wcześniej. Zamiast czekać na klientów, aktywnie nawoływała przechodniów.
„Świetna Ankara! Piękne tkaniny! Chodźcie i zobaczcie!”
Wkrótce zebrali się klienci. Uśmiechała się ciepło, pewnie negocjowała i przekonywała ludzi do zakupów, nawet jeśli przyszli tylko popatrzeć. Do południa sprzedała więcej tkanin niż zwykle.
Ale nie przestawała.
Leave a Comment