„Co?”
„Nie możecie tego zrobić!”
„A co z naszymi pensjami?”
Kierownik bezradnie uniósł ręce. „Postaramy się uregulować zaległe płatności. Ale firma nie ma już funduszy na kontynuację projektu”.
Oena poczuła, jak świat wiruje. Zwolniony. Słowa te odbiły się echem w jego głowie.
Jego praca zniknęła.
Późnym wieczorem Oena powoli wracał do domu. Zazwyczaj hałaśliwe ulice brzmiały odlegle i stłumione. Myśli miał ciężkie. Jak powie o tym Chidinmie? Jak sobie poradzą?
Zanim dotarł do mieszkania, słońce już zachodziło. Drzwi otworzyły się, zanim zdążył zapukać. Chidinma stała tam uśmiechnięta.
„Spóźniłeś się dzisiaj”.
Ale uśmiech zniknął, gdy zobaczyła jego twarz.
„Oena, co się stało?”
Powoli wszedł do środka. Przez dłuższą chwilę milczał. Potem usiadł.
„Firma się zamyka” – powiedział cicho.
Chidinma zamrugał. „Co masz na myśli?”
„Wszyscy zostaliśmy zwolnieni”.
Słowa zawisły w powietrzu niczym burzowa chmura. Chidinma powoli usiadła obok niego. Przez kilka sekund żadne z nich się nie odzywało. Potem delikatnie uścisnęła jego dłoń.
„W porządku” – powiedziała cicho.
Oena pokręcił głową. „Nie, nie jest”. W jego głosie słychać było frustrację. „Pracowałem tam sześć lat”.
„Wiem”.
„Co teraz zrobimy?”
Chidinma spojrzał na niego spokojnie. „Coś wymyślimy”.
Oena spojrzała na nią zmęczonymi oczami. „Zawsze tak mówisz”.
Leave a Comment