Zapach smażonych jajek wkrótce wypełnił pokój, mieszając się z zapachem świeżego chleba, który kupiła poprzedniego wieczoru. Na małym drewnianym stoliku stały dwa talerze i dwie filiżanki herbaty. Chidinma zawsze wstawała wcześnie, żeby przygotować śniadanie, zanim Oena wyjdzie do pracy. Stało się to ich rutyną, odkąd trzy lata temu się pobrali.
Ich życie nie było luksusowe, ale spokojne. Oena pracował jako kierownik budowy w firmie budowlanej. Jego pensja nie była wysoka, ale wystarczająco stała, żeby pokryć czynsz, jedzenie i drobne przyjemności. Chidinma pomagała również, prowadząc małe stoisko z tkaninami na targu Balogun. Uwielbiała kolorowe tkaniny i miała naturalny talent do przekonywania klientów do zakupów.
Wspólnie wszystko działało. Układając starannie talerze, Chidinma spojrzała w stronę łóżka. Oena wciąż spała, z jedną ręką wyciągniętą na materacu, oddychając powoli i miarowo. Uśmiechnęła się. Jej mąż pracował długie godziny, często wracając do domu wyczerpany nadzorowaniem robotników budowlanych w palącym słońcu.
Zasługiwał na odpoczynek. Ale właśnie wtedy rozległ się głośny dźwięk budzika. Oena jęknął i sięgnął po telefon, szybko go wyciszając.
„Już ranek” – mruknął.
Chidinma zaśmiał się cicho. „Wczoraj też tak mówiłeś”.
Oena powoli usiadł, pocierając oczy. „Może kiedyś budzik się nade mną zlituje”.
Leave a Comment