szybko, ale nie dała się ponieść emocjom. Była tu z jakiegoś powodu. Jacob uśmiechnął się. Następnym razem upewnij się, że woda, którą mi podajesz, jest zimna. Nie piję ciepłej wody. Michael uderzył dłonią w stół. To wystarczy. Jacob. Jacob. Wzruszył ramionami, bez twarzy. Zrelaksuj się, Michael. Jest tylko sprzątaczką. Jej zadaniem jest radzenie sobie z bałaganem. Sophia zacisnęła pięści, mokre ubrania przykleiły się do jej skóry. Nigdy w życiu nie czuła się bardziej upokorzona. Ale nie płakała, nie błagała. Po prostu wzięła głęboki oddech i zaczęła wycierać wodę ze stołu, jakby nic się nie stało. Michael spojrzał na nią z troską. Sophia zaczęła, ale ona lekko pokręciła głową, mówiąc mu, żeby nie naciskał. Jacob uśmiechnął się, wyraźnie ciesząc się władzą, którą, jak myślał, posiadał, ale Sophia wiedziała coś, czego on nie wiedział. Jego czas nadszedł. Sophia wiele wycierpiała w ciągu zaledwie kilku dni – upokorzenia, obelgi i niesprawiedliwe traktowanie, ale zachowała spokój, obserwując i notując w myślach tych, którzy okazali życzliwość, i tych, którzy ślepo podążali za Jacobem. Jednak dziś sprawy przybrały mroczniejszy obrót. Było późne popołudnie i większość pracowników siedziała przy biurkach albo robiła sobie krótką przerwę. Sophia sprzątała salę konferencyjną, gdy usłyszała za sobą trzask zamykanych drzwi. Odwróciła się i zobaczyła Jacoba stojącego tam, opartego o drzwi ze skrzyżowanymi ramionami i zadowolonym uśmiechem na twarzy. Ciężko pracujesz, powiedział. Podejdź bliżej. Podoba mi się to. Sophia zesztywniała. Coś w jego głosie ją zaniepokoiło. Przebywała wystarczająco często w towarzystwie aroganckich mężczyzn, by rozpoznać, kiedy myślą, że mają nad kimś władzę.
Leave a Comment