Ci łobuziaki nie wiedzą, że biedna dziewczyna, z której się śmieją, jest księżniczką

Ci łobuziaki nie wiedzą, że biedna dziewczyna, z której się śmieją, jest księżniczką

Rzucała te słowa nonszalancko, jakby to było normalne życie. I ludzie jej wierzyli. Wierzyli jej, bo ubierała się jak pieniądze. Mówiła jak pieniądze. I zachowywała się jak ktoś, komu nigdy w życiu nie powiedziano „nie”. Dlatego w Gracefield wszyscy nazywali ją córką miliardera. Nikt nie zadawał pytań.

Nikt nie chciał być tym, kto odkryje, że się myliła. Ale prawda była zupełnie inna. Matka Sophii, pani Obi, pracowała jako gosposia w jednej z posiadłości Madame Roslane. Właśnie tak Sophia w ogóle trafiła do Gracefield. Jej matka błagała o pomoc. Płakała. Obiecała, że ​​będzie ciężej pracować.

I Madame Roselene w końcu jej pomogła. Sophia nie lubiła o tym pamiętać. Wolała swoją wersję, tę bogatszą wersję, wersję, w której urodziła się ponad wszystkimi. A teraz pojawiła się nowa dziewczyna. Dziewczyna na rowerze. Dziewczyna o spokojnej twarzy. Dziewczyna, która wyglądała zbyt ładnie jak na kogoś, kogo Sophia mogłaby łatwo zignorować.

Uroda Emily nie była krzykliwa. Jej delikatna, czysta skóra, spokojne oczy i miły uśmiech sprawiały, że ludzie czuli się bezpiecznie. Czasami, gdy Emily się odzywała, bez jej udziału wymykał się lekki amerykański akcent. Dla Sophii brzmiało to jak udawanie, jak próba wywarcia wrażenia, jak próba zwrócenia na siebie uwagi.

A Sophia nie dawała się dzielić uwagą, ani w szkole, ani w swoim świecie. Dlatego od pierwszego poranka Sophia postrzegała Emily jako zagrożenie. Nawet jeśli Emily jeszcze o tym nie wiedziała. W przerwie obiadowej Zara dotrzymała obietnicy. Zaprowadziła Emily w cichy kąt stołówki, z dala od hałaśliwych stolików, przy których siedzieli popularni uczniowie.

Zara powoli otworzyła pudełko z lunchem. Emily usiadła naprzeciwko niej, rozpakowując jedzenie, które spakowała jej mama. W stołówce panował hałas. Talerze brzęczały. Uczniowie się śmiali. Ktoś krzyczał, opowiadając żart. Zara jadła cicho, jakby nie chciała zajmować miejsca. Emily też jadła cicho, ale czuła na sobie czyjś wzrok.

Nie wszyscy, akurat tyle, ile trzeba. Wtedy zauważyła Sophię. Sophia oczywiście siedziała przy środkowym stole, otoczona dziewczynami, które śmiały się z jej żartów. Bo

ys stali przy jej stoliku, jakby nie mieli powodu, żeby wychodzić. Sophia siedziała jak królowa na tronie, rozmawiając, uśmiechając się i ciesząc się, że głowy wciąż się do niej odwracają.

back to top