„Nie wiedziałam, że rower może tak denerwować ludzi” – powiedziała. Kilka uczennic ucichło. Uśmiech Sophii lekko zbladł. Emily kontynuowała, wciąż spokojna. „Ale dziękuję za troskę. Nic mi nie będzie”. Po czym odwróciła się i odeszła z Zarą, jakby nic się nie stało. Przez chwilę na korytarzu panowała dziwna cisza.
Nie dlatego, że Sophia wygrała, ale dlatego, że wszyscy zobaczyli coś, czego się nie spodziewali. Emily nie płakała. Nie krzyczała. Nie błagała. Po prostu stała i zachowała spokój. I z jakiegoś powodu to drażniło Sophię bardziej niż jakakolwiek zniewaga. Emily i Zara odeszły od korytarza, jakby nic się nie stało.
Ale coś się stało. Śmiech za nimi był głośny, ale cisza, która nastąpiła po spokojnej odpowiedzi Emily, była jeszcze głośniejsza. Zara spuszczała wzrok, idąc. „Przepraszam” – wyszeptała Zara, jakby to ona została obrażona. Emily spojrzała na nią. „Nie musisz przepraszać”. Zara przełknęła ślinę. „Sophia, ona potrafi sprawić, że szkoła przypomina strefę wojny”.
Emily uśmiechnęła się blado, ze zmęczenia. „Wtedy nauczę się, jak to przetrwać”. Zara spojrzała na nią, jakby nie rozumiała, jak ktoś może zachować taki spokój. Bo dla Zary Gracefield to nie tylko szkoła. To miejsce, w którym ludzie oceniają twoją wartość, zanim jeszcze otworzysz usta. Sophia Obi natomiast świetnie się bawiła.
Przechadzała się po szkole, jakby była jej właścicielką. Jej mundurek zawsze wyglądał jak nowy. Jej buty zawsze wyglądały na wypolerowane. Jej włosy były zawsze zadbane, a perfumy zawsze przychodziły przed nią. Większość dziewczyn chciała być taka jak ona. Większość chłopców chciała być w jej pobliżu, a ci, którzy jej nie lubili, wciąż się jej bali. Sophia starannie budowała swoje życie.
Przez dwa lata kreowała swój wizerunek nie przez przypadek, nie przez przypadek, ale planując, kłamiąc, upewniając się, że ludzie widzą tylko to, co ona chce, żeby widzieli. Mówiła o pieniądzach tak, jakby to brzmiało naturalnie. Mój tata ciągle podróżuje. Przylecieliśmy z zagranicy w zeszłym miesiącu. Mój kierowca jest zmęczony, bo wróciliśmy późno z Abudży.
Leave a Comment