„Bądź biedny” – powiedział inny chłopak, cicho się śmiejąc. Emily ich usłyszała. Ale się nie zatrzymała. Nie spieszyła się. Po prostu weszła prosto do budynku szkoły. W środku podłoga była tak błyszcząca, że prawie można było zobaczyć swoje odbicie. Korytarze pachniały perfumami i klimatyzacją. Emily stanęła przy liście klasowej, odnalazła swoje imię i odwróciła się, żeby odejść.
Wtedy zauważyła oczy. Niektóre były ciekawe, inne niegrzeczne, a niektóre już ją oceniały. Na szczycie schodów stała dziewczyna z dwiema przyjaciółkami, patrząc na nią, jakby czekała na kogoś takiego jak ona. Jej mundurek wyglądał zbyt idealnie. Jej kolczyki błyszczały. Jej wyraz twarzy emanował pewnością siebie, jakby szkoła była jej własnością.
Nazywała się Sophia Obi. I w chwili, gdy Sophia zobaczyła rower Emily na zewnątrz, uśmiechnęła się. Nie dlatego, że ją lubiła, ale dlatego, że już znalazła swój kolejny cel. Sophia nie odezwała się od razu. Stała na szczycie schodów z dwiema przyjaciółkami, patrząc na Emily jak na coś dziwnego, co zabłądziło w niewłaściwym kierunku. miejsce.
Potem się roześmiała. Nie był to głośny śmiech. To był taki śmiech, który rozśmieszał również jej przyjaciółki, nawet gdy nic nie było śmieszne. Jedna z dziewczynek obok niej pochyliła się i wyjrzała na zewnątrz. „To jej rower?” zapytała. Oczy Sophii lekko się zwęziły. „Tak, to jej rower”. Druga dziewczyna prychnęła. Do Gracefield.
Serio? Sophia powoli pokręciła głową. Niektórzy ludzie są bardzo odważni. Prawie to podziwiam. Zaczęli schodzić po schodach, wciąż wpatrując się w Emily, jakby była dzisiejszą rozrywką. Emily już zmierzała w stronę swojej klasy, gdy usłyszała za sobą kroki. Potem głos. Hej. Emily zatrzymała się i odwróciła.
Sophia stanęła teraz przed nią, a jej przyjaciółki stały za nią niczym strażnicy. Mundurek Sophii wyglądał idealnie, jakby uszyto go specjalnie dla niej. Spódnica leżała schludnie. Koszula była świeża. Nawet sposób, w jaki trzymała torebkę, wyglądał na drogi. Emily spojrzała na nią spokojnie. „Tak” – zapytała. Sophia uśmiechnęła się, jej oczy były zimne. „Więc naprawdę pojechałaś rowerem do Gracefield College?” Emily skinęła głową. „Tak, pojechałam.
Jedna z przyjaciółek Sophii zaśmiała się. To nie jest szkoła publiczna. Dodała druga. Może myśli, że każdy może tu po prostu wejść. Sophia przechyliła głowę. A może jest jedną z tych stypendystek. Powiedziała to głośno, jakby chciała, żeby ludzie w pobliżu słyszeli, i to zadziałało. Kilkoro przechodzących uczniów zwolniło. Niektórzy odwrócili się, żeby spojrzeć. Inni szeptali.
Stypendium. Wygląda na to. Przyjaciółka Sophii skrzyżowała ramiona. To jedyne wytłumaczenie, bo nikt nie przyjeżdża do Gracefield na rowerze, chyba że nie ma wyboru. Wzrok Emily powoli przesunął się z twarzy na twarz. Nie wyglądała na złą. Nie wyglądała na zawstydzoną. Nie próbowała się tłumaczyć. Po prostu stała tam spokojnie.
Sophia podeszła bliżej. Jak masz na imię? – odpowiedziała cicho Emily. Emily Daniels. Sophia powtórzyła to, bo brzmiało to zabawnie. Emily Daniels. Potem znowu się uśmiechnęła. Cóż, Emily Daniels, witaj w Gracefield. Postaraj się nie ośmieszyć. Uczniowie stojący w pobliżu się roześmiali. Cicho. Emily spojrzała Sophii w oczy i odezwała się tym samym spokojnym głosem.
Leave a Comment