Ci łobuziaki nie wiedzą, że biedna dziewczyna, z której się śmieją, jest księżniczką

Ci łobuziaki nie wiedzą, że biedna dziewczyna, z której się śmieją, jest księżniczką

Jesteś taka chuda” – powiedziała jej matka, odsuwając się, żeby na nią dobrze spojrzeć. „Jadłaś coś?” Emily zaśmiała się cicho. „Jadłam, mamo. Tylko szkolne jedzenie. Szkolne jedzenie”. Powtórzyła matka, przewracając oczami, jakby już znała historię. Kierowca zabrał walizkę Emily i włożył ją do samochodu. Emily usiadła z tyłu z matką, a samochody ruszyły.

Wyjeżdżając z lotniska, Emily rozejrzała się po Laros, jakby patrzyła na to wszystko nowymi oczami. Wszystko wydawało się głośniejsze, niż pamiętała. Więcej samochodów, więcej ludzi, więcej hałasu. Madame Rosine obserwowała ją cicho. „Jesteś już w domu” – powiedziała cicho. „Koniec z samotnymi zmaganiami”. Emily skinęła głową. „Cieszę się, że wróciłam”. Madame Rosine uśmiechnęła się.

„Dobrze, bo zaczynasz w tym semestrze naukę w Gracefield College”. Wyraz twarzy Emily niewiele się zmienił, ale jej oczy lekko się zwęziły. „Gracefield?” zapytała. „Tak” – powiedziała jej matka. „To jedna z najlepszych szkół w mieście”. Twój ojciec nalegał. Emily ponownie wyjrzała przez okno. Słyszała o Gracefield College nawet za granicą.

Szkoła dla bogatych dzieciaków. Szkoła, w której każdy starał się przyćmić innych. Szkoła, w której ludzie mogli oceniać cię po butach. Emily nie była zachwycona takim życiem. Przez chwilę milczała. Potem zwróciła się do matki. „Mamo, nie chcę tam jechać z konwojem”. Jej matka zamrugała. „Co? Nie chcę wchodzić jak jakaś celebrytka” – powiedziała spokojnie Emily.

„Chcę się ubierać prosto. Chcę się poruszać prosto”. Madame Roselene spojrzała na nią zaskoczona. „Uczniowie Emily Gracefield nie poruszają się prosto”. Emily lekko wzruszyła ramionami. „Będę”. Jej matka westchnęła, a potem uśmiechnęła się, jakby nie wiedziała, czy ma się nią martwić, czy podziwiać. Zawsze taka byłaś, powiedziała. Nawet jako dziecko nienawidziłaś być w centrum uwagi. Emily nie odpowiedziała.

Uśmiechnęła się tylko blado. Tego wieczoru, po kolacji, Emily poszła do swojego pokoju i otworzyła szafę. W środku były nowe ubrania, drogie ubrania, ale je minęła. Zamiast nich wybrała prostą koszulę i spódnicę. Potem spojrzała na rower, który przywieziono na osiedle wcześniej tego dnia. Sama o niego poprosiła, bo w głębi duszy już coś postanowiła.

W Gracefield nie będzie próbowała nikomu imponować. Po prostu będzie żyła spokojnie. Następnego ranka bramy Gracefield College otworzyły się szeroko. Luksusowe samochody wjechały na teren jeden po drugim. Studenci wysiadali, wyglądając, jakby szli na pokaz mody, a nie do szkoły.

Niektóre dziewczyny niosły markowe torebki. Niektórzy chłopcy nosili błyszczące zegarki na rękę. Wszyscy wyglądali jak pieniądze. Nagle z bocznej drogi powoli wjechała dziewczyna na rowerze. Emily. Zaparkowała przy bramie i zamknęła ją na klucz. Poprawiła torbę na ramieniu i weszła spokojnie, jakby nie zwracała uwagi na schody. Ale ludzie ją zauważyli. „Jak ktoś może jechać rowerem do Gracefield?” – wyszeptała dziewczyna, marszcząc nos.

„Ona mu

back to top