Zwierzęta tak nie płaczą. To brzmiało jak płacz dziecka. Skradała się naprzód, podążając za dźwiękiem, aż dotarła do polanki, której nigdy wcześniej nie widziała. Tam, pod starym drzewem, owinięte jedynie w cienką, brudną tkaninę, leżało maleńkie dziecko. Dziecko było tak małe, tak kruche, że Adah zaparło dech w piersiach. „O mój Boże” – wyszeptała, upuszczając koszyczek z ziołami i pędząc naprzód.
Dziecko drżało, jego małe piąstki przyciskały się do twarzy. Kiedy Ada uklękła obok, zauważyła coś błyszczącego w jednej z maleńkich dłoni – złoty medalik, jakiego nigdy wcześniej nie widziała. Był ciężki i wyglądał na drogi, z wyrzeźbionym na powierzchni lwem i tarczą. „Kto cię tu zostawił?” – zapytała cicho Ada, ostrożnie biorąc dziecko na ręce.
„Dziecko było takie lekkie, takie kruche”. „Gdzie jest twoja mama?” Oczy dziecka otworzyły się gwałtownie, a Ada poczuła, jak coś się w niej porusza. Te oczy były tak niewinne, tak ufne. To dziecko jej potrzebowało. Bez chwili namysłu Ada owinęła dziecko szczelniej w chustę, schowała dziwny medalion bezpiecznie przy piersi dziecka i ruszyła w długą drogę do domu. Zioła leżały zapomniane na polanie.
Mamo, mamo. Ada wpadła przez drzwi ich małego glinianego domku, wciąż tuląc dziecko w ramionach. M. Gozi podniosła wzrok znad miejsca, gdzie cerowała jedną z sukienek Ady, a jej oczy natychmiast się rozszerzyły. Ado, co? Słowa utknęły jej w gardle, gdy zobaczyła zawiniątko w ramionach córki. Znalazłam go w lesie, mamo. Był sam, płakał.
Leave a Comment