I chociaż czarna magia go dotknęła, nie stracił rozumu. Był na tyle sprytny, by udawać gorszego, niż był w rzeczywistości, udając biednego i bezradnego. Wiedział, że jeśli żona uwierzy, że nie ma już pieniędzy, w końcu przestanie go nękać.
Kiedy macocha w końcu zrezygnowała z poszukiwań, jej gniew przerodził się w nienawiść. Ponieważ nie było pieniędzy, uznała, że ojciec Obiego jest naprawdę biedny i nic nie wart. Zaczęła traktować go równie źle, jak Obiego – ignorując jego potrzeby, odnosząc się do niego z lekceważeniem i zostawiając go samego sobie.
Obie obserwował to wszystko ze smutkiem. Widok ojca, niegdyś silnego i pełnego życia, maltretowanego przez kobietę, która powinna się nim opiekować, był dla niego nie do zniesienia. Brak jedzenia i obserwowanie cierpienia ojca przytłaczały go.
Pewnego spokojnego wieczoru Obie siedział samotnie na dziedzińcu, obserwując, jak jego przyrodni brat i przyrodnia siostra bawią się w środku. Usłyszał szorstki śmiech macochy.
Potem wyszła na zewnątrz.
„Wciąż tam siedzisz, bezużyteczny chłopcze. Jesteś bezużyteczny, tak jak twój ojciec. Teraz jest tylko słabym, starym głupcem. I jesteś taki sam jak on – do niczego”.
Obie poczuł narastający w nim gniew.
„Nie mów tak o moim ojcu” – krzyknął drżącym, ale silnym głosem. „On nie jest bezużyteczny. To dobry człowiek, a ty jesteś dla niego okrutna”.
Oczy macochy płonęły gniewem.
„Jak śmiesz tak do mnie mówić, ty niegrzeczny dzieciaku!”
Rzuciła się do przodu i go uderzyła.
„Nauczę cię szacunku dla starszych. Nauczę cię znać swoje miejsce!”
Obi zatoczył się do tyłu, łzy napłynęły mu do oczu, ale powstrzymał się od krzyku. Zakrył głowę rękami, gdy go biła.
Kiedy w końcu przestała, wycelowała w niego drżącym palcem.
„Zejdź mi z oczu. Wynoś się z tego domu. Nigdy więcej nie chcę cię widzieć”.
Obi wyszeptał do siebie, a łza spłynęła mu po policzku: „Nie mogę tu dłużej zostać. Ojciec jest chory, a ona traktuje nas oboje okropnie. Muszę znaleźć miejsce, gdzie będę mógł oddychać, gdzie nie będę ciągle przypominał sobie o tym smutku”.
Z małą, starą torbą, w której znajdowało się tylko kilka suszonych owoców i znoszony koc, Obie wyszedł z domu i zniknął w nocy.
Nikt nie wiedział, dokąd poszedł. Jego macocha nie dbała o to, a ojciec był zbyt chory, by to zauważyć.
Obiego nie było – samotny chłopiec zagubiony w rozległym, nieznanym świecie.
Leave a Comment