Tydzień później ten spokój prysł.
Na podjazd wjechała czarna limuzyna. Wysiadła z niej piękna kobieta w kremowej sukience, obwieszona złotą biżuterią i w ciemnych okularach.
Pracownicy natychmiast zesztywnieli.
Pani Grace wyszeptała: „Pani Victoria wróciła do domu”.
Matka Aleksandra.
Tamara ścierała kurz, gdy Wiktoria weszła. Jej wzrok, ostry i zimny, przesunął się po pokoju i wylądował na Tamarze.
„Kto to?”
„To nowa pokojówka, mamo” – odpowiedziała szybko pani Grace. „Ta, którą zatrudnił pan Alex”.
Wyraz twarzy Wiktorii stwardniał. „A gdzie ją znalazł?”
„W wypadku” – powiedziała pani Grace. „To ona go uratowała”.
Wiktoria zwróciła się do Tamary.
„Więc to ty uratowałaś mojego syna. A teraz myślisz, że tu pasujesz”.
Głos Tamary zadrżał. „Nie, mamo. Jestem wdzięczna tylko za tę pracę”.
Wiktoria uśmiechnęła się cienko i gorzko.
„To dobrze. Bądź wdzięczna. I pamiętaj – pracujesz tutaj. Nic więcej”.
Od tego dnia rezydencja wydawała się cięższa.
Victoria zlecała jej najtrudniejsze prace, krytykowała wszystko, co robiła, i nigdy nie przegapiła okazji, by przypomnieć jej o miejscu, w którym się znajduje.
Alex to zauważył.
Pewnego wieczoru zastał Tamarę wciąż sprzątającą, długo po tym, jak wszyscy poszli spać.
„Wciąż pracujesz?”
„Tak, proszę pana. Pani powiedziała, że to musi lśnić przed rankiem”.
Delikatnie wziął ściereczkę z jej rąk i sam zaczął wycierać stół.
Tamara patrzyła na nią z podziwem. „Proszę pana…”
„Spokojnie”, powiedział z uśmiechem. „Nigdy wcześniej nie sprzątałem stołu. Zobaczymy, jakie to będzie uczucie”
Leave a Comment