„Nazywam się Eleanor Whitaker” – mówi. „Reprezentuję Biuro Sekretarza Obrony”.
Twoje kolana grożą, że zmiękną.
Znów wycierasz dłonie szmatką, mimo że są już tak czyste, jak to tylko możliwe.
„To… to niemożliwe” – udaje ci się wydusić. „Naprawiam samochody. Nie… jestem nikim”.
Spojrzenie Eleanor nie drgnie.
„Dziś” – mówi – „jesteś kimś”.
Spoglądasz na kobietę, tę, którą karmiłaś. Tym razem nie odwraca wzroku.
Patrzy ci w oczy, jakby trzymała w ryzach gorsze rzeczy.
Policjant odchrząkuje.
„Musimy przenieść tę rozmowę poza teren placówki” – mówi. „Dla twojego bezpieczeństwa”.
„Dla mojego bezpieczeństwa?” – powtarzasz, a twój głos łamie się przy ostatnim słowie.
Kobieta podchodzi bliżej i zniża głos, żebyś tylko ty mógł ją usłyszeć.
Jej oddech pachnie miętą, a nie zimnym powietrzem z ulicy, i sprawia, że czujesz ból w piersi w sposób, którego nie rozumiesz.
Leave a Comment