EVERY NIGHT YOUR BROTHER GAVE YOU “SLEEPING TEA”… UNTIL YOU PRETENDED TO DRINK IT AND DISCOVERED THE TERRIFYING SECRET HIDDEN BENEATH YOUR HOUSE

EVERY NIGHT YOUR BROTHER GAVE YOU “SLEEPING TEA”… UNTIL YOU PRETENDED TO DRINK IT AND DISCOVERED THE TERRIFYING SECRET HIDDEN BENEATH YOUR HOUSE

Nie czekasz.

Uciekasz.

Korytarz pochłania dźwięk twojego oddechu i wzmacnia tupot twoich stóp. Za tobą Alejandro krzyczy twoje imię, nie ze strachu o ciebie, lecz z wściekłości, że iluzja prysła. Dźwięk goni cię po schodach jak zwierzę. Uderzasz ramieniem w ukryty panel, o mało nie chybiając zamka, wyrywasz go i wylewasz do swojego pokoju.

Dom na górze wydaje się niemożliwie odsłonięty.

Za dużo okien. Za dużo pustego korytarza. Deszcz smaga szyby. Zrywasz płaszcz z kolumienki łóżka i mały mosiężny kluczyk, który Mama kiedyś wszyła w rąbek szlafroka, „bo każda kobieta potrzebuje jednych, prywatnych drzwi”. Wtedy nie wiedziałaś, co otwierają. Nadal nie wiesz. Ale instynkt podpowiada ci, żebyś teraz to zrobiła.

Alejandro uderza w panel za tobą.

Nie myślisz. Chwytasz porcelanową umywalkę ze stojaka i ciskasz nią.

Rozbija się o ramę szafy kilka centymetrów od jego głowy, rozrzucając wodę i ceramikę po całym pokoju. Wzdryga się. To wszystko, czego potrzebujesz. Wpadasz przez drzwi sypialni na korytarz.

Dom jest teraz zupełnie niespokojny.

Twoje kroki. Jego, tuż za nimi. Stare deski jęczą z powodu prędkości, do której nie zostały zbudowane. Wiatr napiera na okna. Gdzieś w dole drzwi trzaskają w futrynie niczym dzwonek alarmowy. Pędzisz obok galerii portretów, obok małej wnęki, w której twoja matka trzymała świece, obok zamkniętego pokoju na końcu wschodniego korytarza, którego nikt nie otwierał od śmierci ojca.

„Lucía!” krzyczy Alejandro. „Stój!”

Biegniesz dalej.

W dół głównych schodów, ręka ślizga się na wypolerowanej poręczy, prawie poślizgując się na drugim zakręcie, gdzie chodnik nigdy nie leży płasko. Do holu. Przez jedną szaloną sekundę myślisz o drzwiach wejściowych, ale obcy może już zmierzać w tamtą stronę, od dołu, a na zewnątrz jest tylko deszcz, błoto i długa, ciemna droga do miasta. Potrzebujesz innych drzwi.

Klucz w twojej pięści wgryza się w dłoń.

Słowa Mamy znów wypływają na powierzchnię, na wpół wspomnieniem, na wpół desperacją: Jeśli dom kiedykolwiek się na ciebie zwróci, idź tam, gdzie święci nie dostrzegą.

Kaplica.

Oczywiście.

Mała rodzinna kaplica z tyłu domu, dobudowana przez twoją prababcię, obecnie w większości nieużywana, poza rocznicami i pogrzebami. Żadnych portretów. Żadnych obrazów świętych, poza tym zniszczonym nad ołtarzem. A pod ołtarzem, jeśli mnie pamięć z dzieciństwa nie myli, zamek, którego nikt nigdy nie wyjaśnił.

Pędzisz przez jadalnię, prawie przewracając stół.

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top