Ale już znasz odpowiedź.
Bo cię nie było.
Bo odszedłeś.
Bo wybrałeś świat, który bije brawo za ucieczkę.
Szepczesz: „Przepraszam”.
Wzrok Lívii nie łagodnieje.
„Nie potrzebowałam twojego przeprosin” – mówi. „Chciałam, żebyś dotrzymał obietnicy”.
Ściska cię w gardle.
Chcesz wytłumaczyć lata, pośpiech, wymówki.
Ale wyjaśnienia to tylko wypolerowane kłamstwa, kiedy ktoś głoduje na twoich oczach.
Więc przestajesz mówić i zaczynasz działać.
Wyciągasz telefon i dzwonisz do asystenta.
Nie jutro. Nie w przyszłym tygodniu. Teraz.
Każesz im przynieść gotówkę, czyste ubrania, jedzenie i zadzwonić do prawnika.
Lívia patrzy na ciebie podejrzliwie.
Widziała mężczyzn rzucających pieniędzmi jak konfetti i nazywających to uprzejmością.
„Myślisz, że możesz to kupić?” – pyta cicho.
Kręcisz głową.
„Nie” – mówisz. „Ale mogę przestać udawać, że nie mam władzy”.
Dajesz jej jeden wybór.
Nie wykład. Nie fantazję o ratunku.
Wybór.
„Chodź ze mną” – mówisz. „Nie jako obiekt charytatywny. Jako ktoś, komu jestem winien”.
Leave a Comment