Ethan śmieje się gorzko. „Zasobami? Masz na myśli twoje sznurki”.
Karen siedzi w kącie, z opuchniętymi oczami, załamując ręce. Patrzy na ciebie, a potem odwraca wzrok, a wstyd ją zżera. „Nie chciałam”, szepcze nagle.
Margaret gwałtownie odwraca głowę w swoją stronę. „Karen…”
„Nie chciałam”, powtarza Karen głośniej, a łzy ciekną jej po policzkach. „Mówiłeś mi, że Olivia się zgodziła. Mówiłeś mi, że to formalność. A kiedy zobaczyłam płaczące dziecko, kiedy zobaczyłam, jak krwawi…”
„Wciąż tam stałaś”, mówisz delikatnie, a Karen wzdryga się, jakbyś dała jej policzek, mówiąc prawdę.
„Wiem”, szlocha. „Wiem. Przepraszam”.
Margaret szarpie się z kajdankami. „Nie waż się mnie odwracać” – warczy. „Po tym wszystkim…”
Ruiz unosi rękę. „Proszę pani” – mówi – „jest pani aresztowana za napaść i usiłowanie porwania. Mogą zostać postawione dodatkowe zarzuty w zależności od decyzji prokuratora okręgowego”.
Oczy Margaret wychodzą z orbit. „To niedorzeczne! Jestem Margaret Whitmore!”
Głos Ruiza jest beznamiętny. „To nie jest obrona prawna”.
Margaret odwraca się do ciebie, a desperacja przebija przez jej gniew. „Olivio” – mówi, zmieniając taktykę tak szybko, że aż robi wrażenie – „proszę. Pomyśl o Ethanie. Pomyśl o swoim małżeństwie. Pomyśl o dzieciach dorastających bez dziadków. Nie rób tego”.
Patrzysz na nią przez dłuższą chwilę. Myślisz o miękkich główkach swoich dzieci, o tym, jak Noah czka, gdy płacze, o tym, jak maleńkie usta Nory układają się w idealne O, gdy śni. Myślisz o tym, na jaki świat zasługują.
Potem mówisz cicho, tak żeby wszyscy się pochylili, żeby to usłyszeć. „Już to zrobiłaś” – mówisz jej. „Właśnie to mówię”.
Mina Margaret się krzywi. „Jesteś okrutny” – warczy.
Leave a Comment