Lawenda, powiedziała Juliet. Wszystko, co posiadała, pachniało lawendą. To napędzało Szalona. Mówiłam jej, że pachnie jak babcina szafa. Ale ty…
To teraz to samo, powiedziała Luna. Nie pytanie, tylko stwierdzenie. Tak, tęsknię za tym. Oni też przynieśli swoje własne historie. Nie w ramach terapii. Dokładnie. Raczej wymiana. Informacja za informację.
Pamięć za pamięć. Nasza mama nie umiała śpiewać, powiedziała Stella czwartego dnia, rozciągnięta na podłodze z kolorowanką, którą dały jej pielęgniarki. Tak naprawdę nie umiała śpiewać, ale i tak śpiewała w samochodzie, pod prysznicem, podczas gotowania. Powiedziała: „Dobre śpiewanie jest dla ludzi z talentem, a złe dla tych z radością”.
„Nasza mama robiła naleśniki w kształcie zwierzątek”, dodała Luna, „tylko że nigdy nie wyglądały jak zwierzęta”. Tata mówił, że wyglądają jak abstrakcyjne dzieła sztuki. Ale zawsze zgadywałyśmy, co to ma być, a ona zawsze udawała, że nam się udało, nawet jeśli nie. Nasza mama układała nas trzy razy”, powiedziała cicho Aurora.
„Raz dla każdej z nas. Pojedyncze układanie. Każdej z nas zdradzała sekret. Tylko nasz.” Wciąż pamiętamy nasze sekrety”. Juliet przyłapała się na tym, że pochyla się do przodu. „Co to było?” Dziewczyny spojrzały na siebie. „Znów ta cicha komunikacja”. Stella pokręciła głową. „To tylko nasze” – powiedziała. „Ale założymy się, że Iris też miała z tobą sekrety.
Leave a Comment