„Ciekawość”.
„Ty? Jesteś chory?”
Henry westchnął.
„Czy wszystko musi być żartem?”
„Tak” – odpowiedział natychmiast Tunde – „zwłaszcza jeśli wiąże się to z dobrowolnym opuszczeniem tego domu”.
Henry wstał i podszedł do okna z widokiem na miasto.
„Czy czujesz czasem, że czegoś ci brakuje?” – zapytał cicho.
Tunde zmrużył oczy.
„Czy to sen? Bo zdecydowanie go nie masz”.
Henry go zignorował.
„Mam wszystko” – kontynuował. „Ale wszystko wydaje się takie oczekiwane”.
Tunde pochylił się do przodu.
„Ach” – powiedział powoli. „Więc nie chodzi o ryby”.
Henry nic nie powiedział.
Tunde pstryknął palcami.
„Chcesz emocji”.
Henry odwrócił się.
„Chcę perspektywy”.
Tunde uniósł kieliszek.
„Oga, nazywaj to, jak chcesz, ale jeśli pojedziesz na tę wyspę i wrócisz z akcentem rybaka, wydziedziczę cię”.
Henry zachichotał.
„Wynoś się”.
Tej nocy Henry przechadzał się po swoim domu. Każdy szczegół był idealny, każdy kąt dopracowany, wszystko dokładnie tam, gdzie powinno być. A jednak panowała cisza. Zbyt cicha.
Żadnego śmiechu.
Żadnej nieprzewidywalności.
Żadnego chaosu.
Żadnego życia.
Zatrzymał się przy ogromnej szklanej ścianie z widokiem na ocean w oddali. Z tego miejsca morze wydawało się spokojne, posłuszne, niczym coś, co nigdy nie będzie w stanie go pokonać.
Wyszeptał cicho:
„Zobaczmy, kim naprawdę jesteś”.
Następnego ranka jacht stał gotowy – smukły, masywny, imponujący. Nawet ocean zdawał się go szanować.
Henry wszedł na pokład, z okularami przeciwsłonecznymi na nosie, spokojny jak zawsze. Załoga powitała go.
„Dzień dobry, proszę pana”.
Lekko skinął głową.
„Chodźmy”.
Gdy jacht zaczął się poruszać, płynnie przecinając wodę, Henry stał na dziobie, z rękami w kieszeniach. Wiatr uderzał go w twarz. Miasto powoli znikało za nim.
I po raz pierwszy od dawna nie było żadnych spotkań, telefonów, presji – tylko szum morza.
Jeden z członków załogi szepnął do drugiego:
„Widziałeś go kiedyś tak zrelaksowanego?”
Drugi pokręcił głową.
„Myślę, że ta podróż jest wyjątkowa”.
Henry wziął głęboki oddech.
„To” – mruknął – „jest inne”.
Jeszcze o tym nie wiedział, ale w tej podróży nie chodziło o interesy, nie o ryby, nie o zysk.
Chodziło o dziewczynę, która miała wywrócić jego idealny świat do góry nogami.
W miarę jak jacht zanurzał się coraz głębiej w ocean, fale zaczęły się lekko poruszać. Nic alarmującego, tylko na tyle, by szepnąć ostrzeżenie.
Ale Henry tego nie zauważył.
Leave a Comment