Miała nadzieję złowić dużą rybę, ale ostatecznie złapała miliardera – zrządzenie losu

Miała nadzieję złowić dużą rybę, ale ostatecznie złapała miliardera – zrządzenie losu

„Trzydzieści procent?” powtórzył.

„Tak, proszę pana. Rybacy z wyspy. Bardzo regularne dostawy. I wysoka jakość”.

Henry w końcu upił łyk wina.

„Hm”.

Pauza.

Potem wstał – bez pośpiechu, bez dramatyzmu. Po prostu zdecydowany.

„Przygotować jacht”.

Asystent mrugnął.

„Proszę pana?”

„Chcę ich zobaczyć osobiście”.

Henry spojrzał na niego. To spojrzenie – to, które natychmiast przypominało ludziom o ich obowiązkach.

„Tak. Osobiście”.

Asystent wyprostował się.

„Tak, proszę pana. Natychmiast, proszę pana. Natychmiast, proszę pana”.

Wychodząc, Henry mruknął pod nosem:

„Ludzie, którzy karmią twoje imperium, nie powinni pozostawać niewidzialni”.

Człowiek, mit, niedostępny.

Henry Yelli nie był tylko bogaty. Odnosił niebezpiecznie duże sukcesy. Był właścicielem wielu firm, inwestorem w branżach, których nazw większość ludzi nie potrafiłaby nawet wymówić, i dumnym właścicielem największej sieci restauracji serwujących owoce morza w kraju.

Jak na ironię, człowiek, który sprzedawał ryby milionom, nigdy tak naprawdę nie doświadczył życia ludzi, którzy je łowili.

Dla niego ryby oznaczały liczbę, marżę zysku, raporty – nie sieci, nie walka, nie oparzenie słoneczne i na pewno nie chaos.

Później tego wieczoru jego najbliższy przyjaciel, Tunde, wszedł do rezydencji nieproszony, jak zwykle.

„Henry!” krzyknął. „Twoja brama znów mnie dziś o mało nie zawstydziła”.

Henry nie podniósł wzroku znad tabletu.

„Następnym razem przyjdź umówiony”.

Tunde dramatycznie opadł na sofę.

„Umówiony? Z moim przyjacielem? Myślisz, że to ambasada?”

Henry w końcu na niego spojrzał.

„Czasami zachowujesz się jak ktoś ubiegający się o wizę”.

Tunde to zignorował.

„Słyszałem, że jedziesz na jakąś wyspę, żeby zobaczyć rybaków” – powiedział, biorąc drinka. „Dlaczego? Ryby narzekały na ciebie?”

Henry uśmiechnął się lekko.

Tunde zamarł w połowie łyku.

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top