„Tak, dowódco” – padła odpowiedź, teraz całkowicie pozbawiona emocji.
Będziemy tam za piętnaście minut.
„Żaden mur nie został nietknięty. Odzyskiwanie zasobów i neutralizacja wrogiego celu dozwolone. Wynieść cel poza strefę”.
Połączenie zostało przerwane.
—
Wsiadłem do ciężarówki i opuściłem strzeżone osiedle, kierując się na wschód, w stronę granicy hrabstwa.
Zabrałem Lily do ukrytej, prywatnej placówki medycznej prowadzonej przez byłego chirurga wojskowego — człowieka, który kiedyś był częścią mojego życia.
W międzyczasie w posiadłości Vance’ów wciąż trwała świąteczna impreza.
Richard i jego matka śmiali się i pili, absolutnie pewni, że „staruszek” zniknął.
Nie wiedzieli, że dzieje się coś jeszcze.
Coś, czego nie da się cofnąć.
—
Na osiedlu komendant O’Malley wzniósł toast.
„Nieważne, Richard” — powiedział z rumieńcem na twarzy. „Będziemy mieć oko na tego staruszka przez jakiś czas, żeby go nie nękać. A jego córkę oficjalnie potraktujemy jako wypadek”.
Richard się roześmiał.
W tym momencie światła w rezydencji zapaliły się i zgasły jednocześnie.
Muzyka ucichła.
I wszystko zapadła ciemność.
Sekundę później gdzieś głęboko w domu rozbiło się szkło.
Natychmiast wybuchła panika.
„Co się dzieje?!”. krzyknął Richard. „O’Malley!”
Nie było odpowiedzi.
W następnej chwili w ciemności pojawił się ruch. Jeden potężny cios i komendant policji upadł na ziemię, zanim zdążył zareagować.
Lufa pistoletu z tłumikiem przywarła do jego głowy.
„Jednostka Konfederatów” – rozległ się spokojny, nieznany głos.
Drzwi otworzyły się bezszelestnie.
Leave a Comment